Podchodziłem do Instagrama 3 razy.
Dwukrotnie doszedłem do konta powyżej 2 tys. obserwatorów, a potem coś poszło nie tak.
Posłuchaj odcinka o tym, jak odczarować Insta:
Liczby to wydmuszka
Ten mój trzeci Instagram stanął na 1700 osobach. Nie działo się nic. Dziś mam 5000, ale zasięg moich Stories to często 600-700 osób. I to jak się mocno postaram. To i tak super wynik.
Jeśli myślisz, że potrzebujesz 50 tysięcy obserwujących, żeby mieć zlecenia – okłamujesz sam siebie. Na statystyki mam dziś, mówiąc szczerze, wywalone jajka. Wolę 500 realnych ludzi, którzy faktycznie chcą mnie słuchać, niż armię botów albo przypadkowych ludzi, których i tak nie interesuje, co robię.
Kiedy to w końcu „zażarło”?
Instagram zaczął u mnie działać dopiero wtedy, gdy:
- Zacząłem się dobrze bawić – znalazłem swoje flow, smaczki w karuzelach i przestałem kopiować innych.
- Uporządkowałem podstawy – Bio, czytelny feed i proste „dojście” do mojej strony przez link, zgrabne miniatury rolek.
Dieta instagramowa
Jeśli jesz coś, czego nie lubisz, długo na tej diecie nie pociągniesz. Z Instagramem jest identycznie. Jeśli zmuszasz się do formatów, których nienawidzisz, wypalisz się szybciej, niż skończy się sezon ślubny.
Ja dopiero teraz czuję się OK ze swoimi treściami. Nie dlatego, że algorytm mnie kocha, ale dlatego, że ja kocham to, co tam publikuję.
Klient „Widmo”
Większość moich klientów znajduje mnie właśnie na Insta. Często to konta z 0 postów. Oni tam są, patrzą, wybierają. Traktują Insta jak wyszukiwarkę. Daj im się znaleźć, ale na własnych zasadach.
Nie musisz naparzać 10 rolek tygodniowo. Musisz być regularny, ale musisz też umieć usunąć apkę z telefonu na urlopie. Ja tak zrobiłem i… przeżyłem. Świat się nie zawalił, a ja wróciłem z czystą głową.
Chcesz to ogarnąć w 35 minut?
Jeśli czujesz, że Twój profil potrzebuje restartu, ale nie chcesz na to tracić tygodni – przygotowałem mini-kurs „Instagram, który przyciąga”. To samo mięso, szablony w Canvie i zero lania wody.






